„Szkoła zabija kreatywność” – o człowieku, który chce zmienić edukację

Pomyśl przez chwilę i wymień osobę lub osoby, które wpłynęły na twoje życie, postrzeganie świata, wartości, hierarchię, wybór drogi życiowej. Z pewnością jest takich osób co najmniej kilka. Być może jest to ktoś z rodziny, znajomy, przyjaciel, nauczyciel, wykładowca, a może osoba całkowicie obca, której nie znasz osobiście, ale której poglądy i sposób ich przekazu do ciebie trafiły?

Osobą, która zmieniła mój światopogląd i zasady prowadzenia i uczenia w szkole językowej był Sir Ken Robinson. Jest on uznanym pisarzem, doradcą i mówcą, który współpracował  z rządami wielu krajów i organizacjami na różnych kontynentach. Poza wieloma jego osiągnięciami bardzo ważne jest to, że nie boi się, a wręcz uzmysławia ludziom, że szkoły zabijają kreatywność. Po prostu. Wrzucają dzieci do jednego worka, w którym są poddawane hierarchii i ocenie. Albo jesteś mądry i dostajesz piątki albo jesteś głupi i dostajesz pały. Robinson zwraca uwagę, że na całym świecie istnieje podział przedmiotów szkolnych na ważne i mniej ważne. Pewnie tobie też wpajano, że na pierwszym miejscu jest matematyka i języki, później przedmioty humanistyczne, a na końcu muzyka, plastyka i teatr. Wciąż tak uważasz? To jesteś w bardzo licznym gronie osób, które być może pozbawiają swoje dzieci możliwości odkrycia ich prawdziwych talentów! Robinson zarówno w swoich wypowiedziach jak i książkach przytacza przykład uznanej choreografki ze Stanów Zjednoczonych, która uczęszczała do szkoły w latach 30’. Rodzice zabrali ją do lekarza, ponieważ nauczyciele zwrócili uwagę, że prawdopodobnie cierpi na jakieś zaburzenie; słabo się uczyła, wierciła, spóźniała się z zadaniem domowym. Po krótkiej rozmowie z rodzicami, lekarz został sam na sam z dzieckiem i puścił muzykę. Dziewczynka natychmiast wstała i zaczęła poruszać się w jej rytm. Medyk zawołał rodziców i powiedział, że dziecko nie jest chore. Ona jest tancerką i trzeba ja zapisać do szkoły tańca. I wiesz co się stało? Rodzice posłuchali tej rady, a dziewczyna stała się jedną z najbardziej znanych choreografek w USA zarabiającą miliony i zajmującą się tym co kocha – tańcem. Jaki mógł być inny scenariusz? Lekarz mógł jej przepisać środki na uspokojenie i kazać uczyć się matematyki. Mogła skończyć szkołę jako przeciętniak, wybrać jakiś popularny kierunek studiów i zatrudnić się w biurze, godzinami robiąc coś czego nie znosi, bo wolałaby się ruszać, a nie wypełniać tabelki w Excelu. Jakże dwa różne scenariusze, a realizacja jednego z nich zależała od opinii lekarza i decyzji rodziców.

Wspaniałe wystąpienie Robinsona na konferencji TED, możesz obejrzeć tu (również z opcją napisów w języku polskim):

 

Nikt nie twierdzi, że matematyka nie jest ważna, ale dlaczego najważniejsza? Każde dziecko ma talent i każde jest zdolne, ale niekoniecznie w przedmiocie, który społeczeństwo uznało za wiodący. Są dzieci, które świetnie rysują, ale wciąż słyszą „zostaw kredki, z rysowania nie wyżyjesz”. I wierzą w to, bo tak mówią dorośli, którzy tymczasem powinni dziecku pomóc odnaleźć jego prawdziwy talent i umożliwić mu rozwój w tym obszarze.

W swojej książce „Oblicza umysłu” Ken Robinson uzmysławia ludziom, że każdy jest kreatywny, trzeba tylko tę kreatywność wydobyć. Musimy być innowacyjni, żeby sprostać wymaganiom dzisiejszego świata, szukać nowych rozwiązań, walczyć z chorobami, zmianami klimatycznymi itp. Jak mają to robić osoby, które wyedukowano w identyczny sposób wtłaczając w hierarchię przedmiotów i opierając edukację na stygmatyzowaniu błędów? Znasz to? Całe wypracowanie lub test zakreślony na czerwono, a na końcu zła ocena często jeszcze z niechlubnym komentarzem w stylu „stać cię na więcej”. Czerwony  kolor, bo nie to autor miał na myśli, bo takiej odpowiedzi nie uwzględnia klucz, bo za mało, bo za dużo…. Rezultat tych działań jest taki, że dzieci, które z czasem stają się dorosłymi, boją się popełniać błędy. Wolą nie ryzykować, byle tylko ktoś ich nie wskazał palcem, nie wyśmiał, nie skreślił czerwonym długopisem. Społeczeństwo musi zrozumieć, że błąd jest naturalny w procesie uczenia się. Największe wynalazki powstały, bo ktoś popełnił błąd, często wielokrotnie i się nie zniechęcił! Dążył do celu, próbował i nie słuchał ludzi, którzy mu mówili, że się nie da. Wiesz ile prób miał Edison, zanim skonstruował żarówkę? Ponad 10 000!  Kiedyś zapytany dlaczego wciąż próbuje pomimo ponad 5000 nieudanych prób odpowiedział „Młody człowieku, nieprawdą jest, że wykonałem 5000 nieudanych prób, ale faktem jest, że do tej pory odkryłem 5000 sposobów, według których to nie działa! Co sprawia że jestem o 5000 sposobów bliżej rozwiązania”. Widzisz różnicę? Błąd nie powinien stanowić powodu do wstydu i zażenowania, ale możliwość i szanse nauczenia się czegoś nowego.

Jeszcze jednym ważnym problemem edukacji, na który wskazuje Robinson jest to, że system, z którego korzystamy obecnie powstał w epoce industrialnej. Miał pomóc wykształcić klasę robotniczą, dlatego wprowadzono pewien schemat, odcinki lekcyjne, zakres materiału, podzielono dzieci według wieku, posadzono w klasach i kazano się uczyć. Niestety tragiczne jest to, że sposób i podejście do edukacji w XXI wieku (pomimo licznych reform) niewiele się zmieniło. Uczniowie popadają w rutynę, zwykle w szkole się nudzą, niechętnie odrabiają zadania domowe, a później okazuje się, że i tak coś było źle. Dzieci nie uczestniczą w procesie edukacji, nie mają wyboru, robią to co muszą, mimo, że wielokrotnie nie odpowiada to ich naturalnym talentom.

Oto kolejny wspaniały wykład z konferencji TED:

Pamiętaj, że każdy z nas posiada wrodzone zdolności, które go wyróżniają. Każdy z nas jest inny. Wykształcenie lub jego brak nie definiują człowieka w sposób jednoznaczny. Czy sprawiedliwe jest twierdzenie, że osoba biegła z matematyki jest mądrzejsza i lepsza niż osoba, która wspaniale tańczy lub rysuje? Robinson jasno mówi, że nie i w ogóle nie możemy i nie mamy prawa oceniać czy jedna osoba jest mądrzejsza od drugiej. Szufladkowanie ogranicza nasze postrzegania świata, a przy tym rani poddanych niesłusznej ocenie ludzi.

Na koniec kilka moich refleksji. Osobiście uwielbiam pracować z małymi dziećmi, one mówią po angielsku i nie boją się krytyki, jeśli popełnią błąd, to śmieją się i mówią dalej. Nie wyśmiewają i wytykają palcami, śmieją się same z siebie. Przygotowując kreatywne zajęcia multisensoryczne i gry językowe jestem pod wrażeniem pomysłów, jakie mają i rzadko jestem w stanie przewidzieć wszystkie reakcje.

Niestety później można zaobserwować, że dzieci dorastają i nie chodzi mi tu o wzrost i zmianę cech fizycznych, ale coraz ciężej przychodzi im praca z kreatywnym zadaniem. Na pytanie „Jak będzie wyglądał świat za 1000 lat?”, słyszę odpowiedź „Nie wiem”. Nikt nie wie, ale starsi uczniowie boją się uruchomić wyobraźnię, bo może odpowiedzą źle, a może ich odpowiedzi nie uwzględnia klucz. Na takie pytanie nie ma złej odpowiedzi. Również na pytanie „co myślisz?” nie ma złej odpowiedzi, jakkolwiek byłaby sprzeczna z moim światopoglądem. Często trudność sprawia uczniom ułożenie historyjki uwzględniającej kilka niezwiązanych ze sobą rysunków i słyszę „A co ja mam tu powiedzieć?”.

Obserwuję też dorosłe osoby, które przychodzą do szkoły zestresowane samym faktem, że będą musiały coś powiedzieć po angielsku w grupie (maksymalnie 6 osób). Co też inni pomyślą jak zrobią błąd lub zapomną słówka? Błąd jest jednak nieodłącznie wpisany w proces edukacji i nasze życie. Bez popełniania błędów nie da się nauczyć języka obcego (ani niczego innego).

Popełniaj więc błędy i wyciągaj wnioski, ucz się na błędach, by kiedyś jak Edison po 10 000 prób znaleźć właściwe rozwiązanie. Bądź kreatywny i pomagaj swojemu dziecku odkryć wrodzone, unikalne talenty.

 

 

AgataAgata Perek – lektor i manager Szkoły Językowej Brilliant